Ostatnie notki
Zakładki:
A tutaj moj nowy blog
Blogi przyjaciol
Ciekawe blogi tematyczne
Dla zwierzat www
Gry edukacyjne
Jedzonko www
Moj e-mail
Moj uniwersytet w Galway
Nauka www
Przyroda www
Radio do sluchania przez siec/podcast
|
sobota, 18 kwietnia 2009
Ramka na biżuterię
Zmęczyłam się ciągłym rozplątywaniem koralików i naszyjników. Czasochłonne polowania na kolczyki do pary też przestały mnie bawić. Stąd ta nowa ramka na biżuterię z taniej ramki na zdjęcia, od której szybka się stłukła i skarpetki pończochowej, w której poszło oczko. Ramka wisi w łazience. ![]()
piątek, 17 kwietnia 2009
w objeciach chmur
Wróciliśmy już do Irlandii, otulonej kołdrą szarych wilgotnych chmur. Jakoś tu ciemno i zimno i trudno się przyzwyczaić. Byliśmy na ślubie i weselu Patrycji i Pitra, ktorzy po 12 latach w zwiazku wpadli na pomysł żeby się zalegalizować:) było to na Dolnym Ślasku, w majestatycznej obecności leśnych szczytów i wiejskich płotów. A w domu na święta. Z rodzinką. Jejku, tyle się działo... Wspólne szycie z siostrunią i radość z nowych patałaszków, wygłupy z siostrzenicami, fragmnety hajskulu i piosenka "Fojzeba!". nocna karpatka ala sernik. Jacusia nowa pasja obronna i dobroduszny ale zabójczy rosyjski idol w skarpetkach i klapkach. z mamą zabawa w orientację w terenie po rozkopanym Sulechowie i czas w stajni w Świdnicy z konikiem Beckhamem. Lody z Julka i spotkanie z Klamerką i Wojtkiem. Pierogi ruskie, pierogi z wiśniami, naleśniki i placki ziemniaczane. Żurek mamy. Rolki masujące. Stare albumy. Wspólne rodzinne oglądanie mydlanych oper. I dużo dużo więcej. A teraz sesja.
środa, 08 kwietnia 2009
środa, 25 marca 2009
sprintuje!
Ostatnie dni przed złożeniem pracy dyplomowej charakteryzowały się:
Było też dużo dziwnych wyznań i zwierzeń, głupich skojarzeń i chichotów, nocnych napadów na kantynę do której oficjalnie mamy wzbroniony wstęp. Kyle zrobił 3-minutowe ciasto w mikrofalówce oraz skądś zorganizował kwiaty. W kącie mieliśmy prowizoryczne legowisko, w razie nagłej potrzeby drzemki. Połowa z naszej poddaszowej ekipy (attic monkeys) nie zdążyła oddać pracy na czas, w tym ja. Po weekendzie nasze prace została oddana, co zainicjowało tydzień frywolności i odreagowywania. Były wówczas tańce w klubie Karma, obchodzenie dnia Świętego Patryka, codziennie lody, fikołki na plaży, zakupy, makaron z muzyką i "śpiewem" (chyba wyciem) u Fionki, nurkowanie w Carraroe (zdjęcia kiedy indziej), obchodzenie nowego roku Bahai z Kylem przy indyjskim jedzonku. Paddy's Day (św.Partyk):
Plaża i jeden ze spontanicznych wieczorów u Fionki:
poniedziałek, 02 marca 2009
Sposób na gary
Kiedyś się odgrażałam, że pokażę efekty mojego porządkowania kuchni. Oprócz wyeksmitowania chaosu z półki herbacianej i kilku mało efektownych ale bardzo efektywnych innych zmian, zawiesiłam kij na patelnie. ![]() Mamy sporo garów i wszystkie w jednej szafce stały na kupie. Najtrudniej było wyciągać i wkładać patelnie, stąd ten wieszak. ![]() Składniki: -kij bambusowy, który walał się w kącie -sznurek metalowy (z Krystiana pudełka z narzedziami) do podwieszenia kija -haczyki, np. kółeczka metalowe od kluczy (odwinięte w kształt "S") albo haczyk od takich gumowych przyssawek -czasem zakrętka do szprychy rowerowej (cos do wykończenia haczyka, u nas w domu akurat to łatwo znaleźć) albo koralik dla ozdoby. -sznurek bawełniany do wykończenia końców kija (zawinięty wokół kija ok.20x)
środa, 25 lutego 2009
dlaczego Galway trzeba kochac...
Kochani, zobaczcie koniecznie ten klip. To jest teledysk lokalnej grupy Saw Doctors, ale nakrecony na deptaku Galway. Niektorzy z Was dobrze znaja te miejsca. Monia, od razu przygotuj chusteczke, bo bedziesz ryczec ze smiechu i z tesknoty. A Ci z Was ktorzy jeszcze nie wpadli w odwiedzinki, zobaczcie dlaczego warto.
czwartek, 19 lutego 2009
poniedziałek, 16 lutego 2009
ja <3 herbatki
W ktoryms wpisie poprzednim obiecalam ze pochwale sie jak zaprowadzalam porzadki u nas w kuchni. Oto jeden przyklad. Tak wyglada nasza polka herbaciana. ![]()
niedziela, 15 lutego 2009
walentynki azjatyckie
Ja myślałam, żebędziemy bojkotować walentynki, ale Krystek miał inny plan. Mówi, że dawno nigdzie nie wyszliśmy sobie. Dwie rzeczy które sprawiają nam ogromną frajdę, to odkrywanie nowych smaków i atmosfer oraz filmy. I tak oto realizujemy przewidywalny (a jaki przyjemny!) scenariusz: kolacja+kino. Znaleźliśmy stolik w Da Tang Noodle House, ciasnej buzującej zapachami, kolorami i ludźmi azjatyckiej restauracji. ![]() Atmosfera bardzo zrelaksowana, kelnerzy Włosi, wystrój tani i radosny: przypadkowy zestaw rozmaitości. Ilość pozycji na menu wielka, wegetariańskie opcje zaznaczone tradycyjnym (v). Obowiązkowe pałeczki, herbata jaśminowa tak aromatyczna, że mało nie spadłam z krzesła. Krystek zamówił sobie Oolong, też boska. Podana w małym ceramicznym czajniczku z obkruszoną krawędzią i filiżankach-miseczkach. Swojsko i bez zobowiązań:) Dźwięki skwieczących dań podróżujących na ramieniu przeciskających się miedzy stolikami kelnerów. Rozmowy i chichoty w całej różnorodności języków, splątane w jeden kolorowy gwar. Kolory warzyw na talerzu, błyszczących od tłuszczu, chrupkich i śliskich. Oczy przewaracają się od rozkoszy i bujności smaków. Zapachy pieszczą nozdrza. A wszystko razem stymuluje wyobraźnię. Było eklektycznie z azjatyckim akcentem przewodnim. Na 23:45 film "Slumdog millionaire" (Milioner z ulicy), hit w stylu bollywood. Kolorowy i ciekawy, czasem smutnawy, ale fabuła raczej mdła i nieźle kiczowata. Co nie zmienia faktu, że bardzo nam się podobało, bo byliśmy otwarci. ![]() Strasznie nas wszystko ciekawi a ja natychmiast każdą nową rzecz (smak, film, fakt historyczny, przyrodniczy, geograficzny, polityczny, zdjęcie, piosenkę, taniec, twarz) od razu przetłumaczam w kontekst naszych przyszłych podróży. I moja wyobraźnia o razu wystrzela w kosmos.
piątek, 13 lutego 2009
dzien dobry swiecie
dzis mialam dobry start. Krystian zaspal do pracy wiec budzilismy sie razem i super bylo sobie jeszcze te kilka minut cieplutko mieciutko poleniuchowac. obudzil nas budzik muzyczny (iTunes alarm) i jakas chyba samba. zdazylam nawet na basen. pol godzinki ale za to dobrze wykorzystane, z obrotami i wogle! udalo mi sie zjesc sniadanie i nawet ugotowac sobie lunch! (kasza gryczana z sosem kokosowo-imbirowym i brokuly z papryka na parze). spoznilam sie na wyklad o wplywie slodkich wod na zmiane klimatu. i dzis odwazylam sie na spodnice! i legginsy w zeberke:))) pogaduchy z psiapsiola Fiona. a teraz mialam sie uczyc, ale... wole ogladac (SLUCHAC!!!) na youtubie What a Wonderful World w wykonaniu samego mistrza, az lezki leca, Louisa Armstronga...
poniedziałek, 09 lutego 2009
moje postanowienia noworoczne
1) Skończyć studia z dobrym wynikiem 2) Wybaczyć 3) Wprowadzić medytację w rozkład dnia, jako sztywny punkt programu 4) Osiągnąć jakiś mały sukces w sporcie (może zawody pływackie? albo 10 pompek i 5 podciągnięć na drążku? a może 10 mil biegu?) 5) Rozhuśtać hiszpański 6) Zacząć rosyjski 7) Kupić rower i zacząć trenować 8) Zacząć tańczyć sambę i salsę 9) Nauczyć się 5 nowych melodii na fujarkę 10) Poszukać rady w sprawie spóźniania i bałaganu A Wasze?
sobota, 03 stycznia 2009
nowka cyngiel - prawie niesmigana
nowiutki rok. jeszcze blyszczy. jeszcze pachnie fabryka. zycze Wam, kochani, oraz sobie: 1) zebysmy zyli nie jutro i nie wczoraj, ale teraz, w tej sekundzie 2) zebysmy zyli nie w miejscach odleglych, gdzie chcemy lub powinnismy byc, lecz tutaj, wlasnie w tym miejscu 3) zebysmy byli swiadomi powietrza wokol. ono wypelnia nasze pluca i krazy po calym ciele w naszej krwi 4) zebysmy umieli spedzac czas poza naszym umyslem 5) zeby nasze wiecznie peplajace mysli czasem dzwonily gdzies daleeeko daleeeko, podczas gdy my po prostu jestesmy 6) zebysmy umieli zaakceptowac 7) zebysmy wybaczyli 8) zebysmy mieli wszystko czego nam potrzeba 9) zebysmy mogli zdobywac to, czego chcemy i cieszyc sie tym 10) zeby nasza dzika natura obudzila sie w nas wszystkich 11) zebysmy dbali o nasze ciala, ale zeby ciala nie staly sie celem samym w sobie 12) zebysmy doznawali gleboko: smaki, kolory, zapachy, dzwieki, dotyk... 13) zebysmy doznawali swiadomie 14) zebysmy pokochali bladzenie i jego tajemnice (jak Stachura kochal manowce) 15) zebysmy nauczyli sie traktowac nasze codzienne wyzwania i stresy jako ekscytujaca gre 16) zebysmy uczyli sie codziennie nowych ciekawych rzeczy 17) zebysmy codziennie cos ciekawego odkrywali 18) zebysmy umieli lepiej zatroszczyc sie o nasza planete, nasz dom, nasza matke, nasza wode, glebe i powietrze oraz wszystkich jej mieszkancow- ludzi i nieludzi 19) zebysmy poczuli, ze wszyscy jestesmy polaczeni ze soba i z Nia. zebysmy poczuli milosc i wdziecznosc 20) zebysmy nauczyli sie akceptowac strach ale nie dali sie sparalizowac
piątek, 12 grudnia 2008
zapiski w czasie sesji
Kochani, wiem ze nie ma mnie tu czesto ostatnio. Mam tyle presji przeroznych, ze nie mam czasu na pisanie. W poniedzialek mam egzamin i mam nadzieje, ze przez swieta troche odpoczne. Wlasnie ucze sie o rafach koralowych, substancjach radioaktywnych, algach, rybolostwie, gatunkach inwazyjnych i zmianie klimatu (alias globalnym ociepleniu). Popijam herbatka "Sweet Chai". Na poddaszu naszego budynku. Chcialam tylko podzielic sie z Wami czyms cudnym. Zwlaszcza Qleczce sie to powinno spodobac. Ja kompletnie wymiekam. Moja kumpelka z Zielonej Gory (z czasow wspolnego wojowania o schronisko dla psow itp) robi recznie takie cudenka: Mam nadzieje, ze Ola sie nie pogniewa, ze wkleilam jej fotki tutaj. Ale sa tak rozbrajajace, ze nie moglam sie powstrzymac.
Ola ma strone na ktorej jest wiecej takich aniolkow www.aniolkowo.com Ola chyba tez szuka wlasciciela dla slodkiej suczki, ktora sie tymczasowo opiekuje. Mloda ma na imie Luna i ma urok psa husky. Z niusow jeszcze tylko dodam, ze wyhodowalam sobie plaski miesisty brzuch plecy z "rowkiem":) dumna jestem strasznie. poza tym dalej kocham sie w Sambie, jezdze moja pomaranczowa Balbinka (rowerkiem) po Galway, skonczylam polroczny kurs pierwszej pomocy z Czerwonym Krzyzem i chyba zapisze sie na wieczorowy kurs podstaw krawiectwa. Nasze swieta beda bardzo kameralne, duuuzo filmow, w tym bajek. na liscie mamy Wall-e, Madagaskar, Nigdy niekonczaca sie historia, Zloty kompas, The chronicles of Narnia, Labirynt, film o Joannie D'arc, ostatni mohikanin, Tanczacy z Wilkami, 7 lat w Tybecie i inne podobne klimaty przygodowo basniowo czarodziejskie. jakies sugestie?? to tyle w takim mocno z-zipowanym skrocie.
sobota, 22 listopada 2008
śniadaniokolacja
jakoś nie miałam okazji ani czasu zjeść śniadanie wcześniej. pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami. dla mnie i tak za dużo. dziś mam bombę odżywczą, zwłaszcza białkową, bo jestem właśnie po ćwiczeniach siłowych i aerobowych. 2 wegetariańskie parówki podsmażone z cebulką, pomidorkiem i szczypiorkiem, na dwóch ciemnych tostach (weight watchers) i przykryte sadzonymi jajkami z hodowli wolnowybiegowej, posypane oregano i ziarnem sezamu. ![]() tak a propos jedzenia, to ostatnio powolutku i nieśmiale zmierzam w kierunku diety owo-wege, czyli wegetarianska z jajkami ale bez produktow mlecznych. dlaczego? dlaczego jajka tak a mleko nie? hm. moje rozumowanie jest takie: o kury sie az tak nie martwie. nie te, ktore pracuja na farmach wolnowybiegowych (te klatkowe maja niewyobrazalne pieklo). widzialam takie "free-range" kury, wiem ze maja swoje wlasne zycie, wedrusiaja sobie i czesto nawet przemyca jakies jajo w krzaczorach. denerwuja sie troche, gdy im sie kradnie jajka, ale szybko sie zabieraja za nowe. w zamian maja komfort, latwe jedzenie, opieke zdrowotna i bezpieczenstwo. szara strefa sie zaczyna, kiedy kura wkracza w wiek emerytalny. co sie dzieje ze staymi kurami, ktorych jajka kupuje? w przyszlosci chcialabym miec swoje kury, wtedy bede wiedziala. moja mama bedzie mogla sie im przygladac godzinami. moja mama strasznie lubi kury, mowi ze sa bardzo ciekawe. oprocz koni, to sa jej ulubione zwierzaki. a krowy? tu jest gorzej. krowy sa dojone maszynami i faszerowane hormonami, zeby produkowaly mnostwo mleka. strupki i ropa z poobcieranych wymion oraz wszystkie sztuczne i naturane hormony ida prosto do mleka. cielaki ida pod noz. stare krowy? hm... nie wiem za duzo o krowach i ich hodowli. nie wiem czy farma ekologiczna podnosi standard etyczny hodowli tyhc zwierzat na taki pulap, ktory mnie satysfakcjonuje. czyli przede wszystkim zero komercyjnej smierci. ale mleko i tak jest bardziej niezdrowe niz zdrowe (zwlaszca dla doroslych). nie ma w nim nic czego nie moge znalezc gdzie indziej, a sa rzeczy (np laktoza oraz hormony krowie i sztuczne), ktorych moj oragnizm wcale nie chce. mleko, wbrew temu, co olbrzymi przemysl mleczny nam wpaja, powoduje mnostwo chorob w tym (paradoksalnie) osteoporoze. mnostwo ludzi ma uczulenie na mleko, jeszcze wiecej ludzi ma bardzo subtelna alergie, o ktorej nawet nie wiedza. zyja sobie z lekkim dyskomfortem. stad moj wybor, zeby ograniczyc mleko. moze w przyszlosci wycofac calkiem? ale nie jest lekko. wiadomo: kuchnia w naszej strefie kulturowej polega na mleku jeszcze bardziej niz na miesie. tak duzo pysznych rzeczy zawiera produkty mleczne... moje ulubione jogurty "Rachel's Organic - Greek Style orange and lemon", twarozek, ciasta, pizza, sery ojojoj... bedzie ciezko. na szczescie mam dostep do pysznych jogurtow sojowych (moje ulubione to jagodowe Provamel oraz wisniowe Soyade), sa serki topione tofu i robie co niedziele coraz lepszy twarozek z tofu. czekolade staram sie jesc ciemna a kawe pic bez mleka lub z sojowym (jeszcze pyszniej z ryzowym). lody sojowe sa w supermarketach, zwlaszcza boskie Swedish Glace... mmmm... zobaczymy jak mi pojdzie i co bedzie dalej. trzymajcie kciuki zebym nie wymiekla! i nie myslcie sobie, ze to jakas indoktrynacja. kazdy ma swoje sumienie do pilnowania. a nikt nie jest idealny. ale rzecz w tym, zeby zawsze starac sie stawac coraz lepszym i stawiac sobie wyzwania. chetnie dowiem sie o Waszych doswiadczeniach: co kto i jak oraz dlaczego. i w ogole.
piątek, 21 listopada 2008
czas na oddech? na emeryturze!
ogolnie to zapiernicz. tyle do opowedzenia. malych rzeczy ale jednak. tesknie za wami i za blogiem. mam nowego malego laptopa, bo moj staruszek sie zepsul. niesamowite, kierownik naszego instytutu kupil tego laptopa i pozwoli mi go splacic. czasem nie moge sie nadziwic jak nam tu dobrze na tej uczelni. niektorzy tutaj naprawde sie o nas troszcza. inni przeciwnie, maja jakies musztrowe zapedy. coz, balans musi byc. pisalam ostatnio dlugi esej o wplywie arktycznych rzek na Ocean Arktyczny w czasach zmieniajacego sie klimatu. bardzo ciekawe. teraz ucze sie o rybolostwie. trzeba poznac wroga. i slucham "me and mrs. jones" przez radio internetowe. siedze na poddaszu naszego budynku Martin Ryan Institute of Marine Science. mamy tu taka przestrzen do nauki, zwlaszcza dla czwartego roku. mamy biurka, czajnik i wogle. wlasciwie to tyle. chyba sie zrzucimy na mikrofalowke. w kantynie jadlo podle i drogie. w innych miejscach jeszcze drozsze. co jeszcze tak w pospiechu. zmienilam projekt, juz nie studiuje ptakow. znowu powiesilam karmniki na balkonie i straszne ciagle zamieszanie tam jest. ptaki sie tluka non stop. ruch jak w supermarkecie w niedziele. bylam na debacie w sparwie testowania lekow na zwierzetach wczoraj wieczorem. hm... duzo by mowic. ach, no i taniec! moja siostrunia zarazila mnie samba i jeszcze sie nei wyleczylam. fionka dorzucila jeszcze bachate, sama sie dobijam salsa. hm... dobra, mial byc krotki ten wpis i chaotyczny z zalozenia. buziaki xxx i do niedlugo. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||